Aborcja i Eutanazja były atrakcyjnymi lesbijkami o słowiańskich wypukłościach ciała. Uprawiały wyuzdany i perwersyjny seks oralny na oczach Panów zainfekowanych wścieklizną intelektualną oraz ślepo za nimi podążających prymitywów niewiedzących co począć z nadmiarem swobody światopoglądowej. Występy publiczne pary kochanek uznano za przejaw zbyt daleko posuniętej wolności prowadzącej do wykolejenia się społecznego ładu.
czwartek, 26 września 2013
wtorek, 24 września 2013
Halo? Kalifornia?
niedziela, 22 września 2013
Doskonały Pan domu
Życie we dwoje w przeszłości. Dwóch facetów zamkniętych w przestronnym pomieszczeniu gospodarczym z widokiem na białe kraty. Na kwadratowym stole, w symbiotycznej plątaninie niesparowanych skarpetek, niepranych od dwóch tygodni spodni i naręczy nie do końca czystych koszulek, zakwitają, niczym kasztany na wiosnę, naczynia obrośnięte imponującą warstwą spożywczego brudu, w którym utalentowany rzeźbiarz spełniłby swoje najśmielsze fantazje artystyczne. Pod stołem chowa się drugi – nieformalny kosz na śmieci składujący butelki po znakomitym zagęszczonym soku pomarańczowym, rozerwane opakowania tanich ciastek oblewanych czekoladą, wyschnięte na beton kawałki niedojedzonych kanapek z pasztetem pokrytym ketchupową wysypką, wzmacniacz ubabrany czosnkowym sosem dołączanym w parze z pomidorowym do pizzy z Saksofonu i wiszące na rurze sponsorującej równikowe upały skarpetki. Czyste, brudne, nie moje i nie Twoje. Obce. Niech sobie schną w spokoju. W lodówce albo śmierdzi, albo jest pusto, albo ktoś właśnie wrócił z Biedronki. Stałym elementem wyposażenia jest królewski szpaler pustych kartonów po mleku. W niektórych mleko zmieniło stan skupienia na bardziej stały. Taki darmowy kefir. Na wypadek nagłego głodu niedzielnego. Trzeci kosz o charakterze dzikiego wysypiska znajduje się za łóżkiem. Tam lądują puste puszki po Pepsi, pudełka po pizzy, jeżeli między regałem, a sufitem brakuje już miejsca, okolicznościowe papierki, chusteczki, butelki, pachnące proszkiem ubrania i gitara. W umywalce wysmarowanej błotem kisi się od tygodnia stos naczyń wydzielających specyficzny zapach zmiksowanej z bananami psiej kupy. Okno się otwiera. Szybę zdobi spontaniczny kleks po jajku, które niewprawny miotacz prawdopodobnie próbował rozbić na czyjejś głowie.
Życie we dwoje w teraźniejszości. Kobieta i mężczyzna zamknięci w przestronnym pomieszczeniu gospodarczym na piętrze z widokiem na dach sąsiedniego budynku.
LODÓWKA
- Kochanie gdzie wsadziłeś te jajka?
- Jak to gdzie? Skoro nie ma ich w pralce, to muszą być w lodówce.
- Położyłeś je na serze.
- Tak? Być może. Nie pamiętam. Na serze źle się je bierze?
- Położyłeś je na otwartym żółtym serze, w taki sposób, że zaraz wypadną z lodówki.
- Niemożliwe.
- A jednak. Prosiłam Cię już kilka razy, żebyś rozsądnie układał rzeczy w lodówce, a Ty rzucasz nimi jak workiem ziemniaków.
- Nie wszystko naraz. Całkiem niedawno nauczyłem się wyrzucać pusty karton po mleku.
- Nie mam więcej pytań.
SKARPETKI
- Co Ty z nimi robisz?
- No… wrzucam, to znaczy układam je na półce.
- A widzisz co ja z nimi robię?
- Parujesz je? Tak to się chyba nazywa.
- Dokładnie. Jak zamierzasz później znaleźć właściwą parę, jeżeli nie będą sparowane?
- Wezmę dwie czarne albo dwie białe. W czym problem?
- O Jezusie.
- On nie musiał parować skarpetek.
NACZYNIA
- Brakuje nam trzech talerzy, kilku kubków i całej plejady sztućców. Wiesz coś o tym?
- Nie są ani złote, ani srebrne. Raczej nikt ich nie ukradł.
- Zobacz po swojej stronie łóżka.
- Tam na pewno nic nie ma… Cholera! Trzy talerze, pięć kubków i trochę widelców. Skąd wiedziałaś?
- Przeczucie.
KURZ
- Piszesz ten licencjat?
- Nie mogę. Wpierw muszę tutaj posprzątać. Zobacz jaki tutaj burdelik mamy.
- Faktycznie. Śmieci zalegają po horyzont.
- Śmiej się. Naprawdę muszę doprowadzić ten pokój do stanu względnej czystości.
- Zejdź do salonu. Ja tutaj trochę ogarnę.
- Naprawdę?
- Aha.
- Dzięki. Jesteś kochany.
Pięć minut później
- Ładnie posprzątałeś, ładnie. Pokoju nie poznaję.
- A widzisz. Sprzątam lepiej niż ukraińskie sprzątaczki.
- Nie zauważyłeś kurzu?
- Jakiego kurzu?
- Tego na parapecie, na półce i na szafie.
- To kurze się sprząta?
- Kurze się sprząta w kurniku, a kurze się ściera. Szmatką.
piątek, 20 września 2013
To tylko pornografia śmierci
Parzysz sobie wymarzoną herbatę w ulubionym kubku bądź zlecasz jej wykonanie zakochanej w Tobie osobie, wskakujesz, jak małpa podniecona widokiem obranego ze skórki banana, na kanapę lub, jeżeli jesteś bezdomny, na trzepak. Zaczynasz ugniatać pośladkami siedzisko na jakie sobie zapracowałeś albo ewentualnie nakradłeś, upewniając się, że Twój kot jest dumny z Twojego dzieła, choć zdrowy rozsądek podpowiada Ci, że ma to w dupie.
Otwierasz na drugiej stronie niedawno zakupiony w Empiku poradnik pt. Relaks i odpoczynek dla topornych Polaków i czytasz na głos : „W celu zainicjowania efektywnego odprężenia mieszczącego się w granicach tolerancji polskiej kultury włącz telewizor i wyszukaj kanału nadającego wiadomości przez całą dobę. Jeżeli jesteś Polakiem, który wie wszystko lepiej od wszystkich, ustaw całodobowe zakupy Tele-Mango. Wszyscy je lubimy. Redakcja poradnika poleca noże kuchenne trzykrotnie ostrzone na zębach najstarszego mnicha żyjącego w zakonie Shaolin”. Zamknąwszy książkę, uświadamiasz sobie, że Twoja żona nabyła już takie noże i włączasz wiadomości.
TVN 24. Nasycony granatem błękit wylewa się z ekranu, doprowadzając Twoje połączenia synaptyczne do wyzwalającej z więzów napięcia ekstazy. Chcesz się odprężyć. Czujesz jak spływa po Tobie fala ulgi, podziwiając zmasakrowane w wypadku samochodowym ciało małej dziewczynki. Dowiadujesz się, że przy takiej prędkości nie miała szans na przeżycie. Twoje źrenice rozszerzają się na widok mordercy przyznającego w wywiadzie, że nic go nie obchodzi ludzkie życie i wolałby porozmawiać o fatalnym stanie polskiej gospodarki. Dawno nie czułeś się tak dobrze. Prowadzący wampir z profesjonalnie zatroskaną miną zapowiada szokujące materiały zdjęciowe z Syrii. Jeszcze ciepłe, pachnące niedawno wydartą z syryjskich żył krwią. Twoje odprężenie przeobraża się w upojenie. Nad zbitymi w stos ciałami krążą setki much. Prezenter relacjonuje kolejne wydarzenia, ale Ty wciąż jesteś tam razem z nimi, coraz bardziej podniecony, wdychasz opary gnijącego mięsa. Pogrążasz się w wizji oblepionych pustynnym pyłem ciał, gdy nagle jakiś irytujący dźwięk próbuje ściągnąć Cię z powrotem. Telefon. Irytuje Cię i doprowadza do szału. Jakiś dupek z banku będzie chciał Ci wcisnąć ofertę, która udupi szczątki Twojej wolności na kolejne trzydzieści lat. Nie chcesz odbierać, ale po czterech wwiercających się w uszy sygnałach, biegniesz do przedpokoju, gdzie bezczelnie doprasza się o uwagę Twój telefon stacjonarny i gwałtownie podnosisz słuchawkę.
- O co chodzi? Jestem zajęty! Nie mam czasu na jakieś pierdolenie! Dajcie mi spokój! – wykrzykujesz do słuchawki.
- Cześć stary… Andrzej z tej strony.
- Andrzej. Przepraszam Cię, myślałem, że dzwonią Ci idioci z banku.
- Nie ma sprawy. Wiem jak potrafią zdenerwować człowieka. Wszystko u Ciebie w porządku? – pyta drżącym głosem Twój stary kumpel.
- Było w porządku do czasu, aż zadzwoniłeś. Próbowałem się zrelaksować – odpowiadasz wciąż poirytowany.
- Słuchaj… Twoja żona poleciała dzisiaj do Stanów?
- Zgadza się. Wyleciała cztery godziny temu. Szkoda, że nie mogła mnie zabrać ze sobą. Wyjazd służbowy. Czemu pytasz?
- Oglądałem właśnie wiadomości i…
- Ja też. I co?
- Czyli już wiesz…
- O czym mam wiedzieć?
- Obejrzałem właśnie wiadomości i nie wiedzą jeszcze nic na 100%, ale samolot, którym leciała Twoja żona… on miał awarię silników czy coś takiego i rozbił się, to znaczy spadł nad Oceanem Atlantyckim… Słuchaj to nic pewnego, ona mogła przeżyć. Wiesz to prawda? Jesteś tam? Halo?
Słuchawka uderzyła o parkiet. Razem z osuwającym się ciałem.
środa, 18 września 2013
Arystokratyczny podryw w Krakowie
- Starzejemy się coraz bardziej, a ja wciąż nie mogę poznać zniewalająco wyglądającej i przyzwoicie myślącej dziewczyny. Podbiłem do kilku panien, rozdając ulotki reklamujące tanie kursy języka angielskiego – poinformował mnie kumpel.
- I co? – zapytałem przejęty.
- Albo nie chciały umówić się na drugie spotkanie, albo rozmowa ciągnęła się jak krew z nosa, albo już były zapisane na francuski. Co mam teraz zrobić, stary?
poniedziałek, 16 września 2013
Gdyby kózka nie dawała
Robert Newman, młody i jurny obywatel brytyjski, nie mógł opanować irytującego drżenia rąk, po tym jak dziewczyna, z którą wiązał wspólną przyszłość, oznajmiła mu na oczach kolegów z pracy, że odchodzi do innego – bogatszego, troskliwszego i bardziej brytyjskiego mężczyzny. Przechodząc nieopodal farmy, dostrzegł samotnie pasącą się kózkę.
sobota, 14 września 2013
Nie przestawaj patrzeć
Piersi nadymają się i więdną w spracowanych rękach kobiet. W chóralnej pieśni małe poznają się z dużymi, sprężyste z obwisłymi, a kształtne ze zdeformowanymi. W półkolistym rzędzie stoją kobiety i śpiewają pieśń ludową. Z rozpiętych, białych koszul sterczą i zwisają piersi. Uwięzione we własnych przesądach wypędzają demony. Na polecenie bałkańskich właścicielek. Poetycka orgia pogan? Niestety, to tylko performance na YouTube .
Subskrybuj:
Posty (Atom)






