Napięcie stąpało po pięcie. Atmosfera w pokoju zaaranżowanym na bazę operacyjną tężała szybciej niż galaretka, do której niezidentyfikowany ignorant wrzucił kilka kawałków kiwi. Powietrze galopujące w stronę zachłannych płuc przybrało konsystencję waniliowego budyniu instant. Oddychaliśmy z trudem. Spojrzałem na zegarek leżący na biurku. Wskazówki zamarły. Czas się zatrzymał. Kochanie, ten zegarek jest zepsuty. Od dwóch tygodni
Jestem świeżo upieczonym absolwentem niezwykle perspektywicznego kierunku "Twórcze pisanie", który w pogoni za samorealizacją, artystycznym natchnieniem i brzęczącą sakwą, wyprawił się, jak wiele osób przed nim i prawdopodobnie po nim również, na wyspy brytyjskie. Wciąż oczekuję na audiencję u królowej.